Ewa Matuszewska: W getcie własnych poglądów, przekonań i uprzedzeń

Zaglądając przy porannej kawie na portale informacyjne i społecznościowe, nie mogę wciąż wyjść ze zdumienia. Wszędzie czytam posty przeciwko działaniom PIS-u we wszelkich dziedzinach życia, udostępniane, lajkowane i komentowane, odkrywające przekręty, nepotyzm, nieudacznictwo i zwykłe chamstwo. Zapowiadane podwyżki cen, wbrew obietnicom wyborczym, też powinny budzić oburzenie społeczeństwa.

Więc jak to się dzieje, że rząd pisowski ma poparcie, dające mu zwycięstwo, gdyby wybory odbywały się teraz? Niewykluczone też, że kasandryczne przewidywania niektórych opozycyjnych politologów i publicystów, spełnią się i nie tylko drugą kadencję będziemy musieli przetrwać. Tylko czy przetrwamy?

Wśród moich przyjaciół i bliskich znajomych nie ma nikogo, kto głosowałby na PIS. Wśród dalszych – parę osób znalazłoby się, tyle że staram się trzymać od nich w bezpiecznej (dla moich nerwów i poczucia przyzwoitości) odległości. Nie znam więc argumentów „lepszego sortu”, przeświadczonych o tym, że trafił się Polsce najlepszy rząd po roku 1989, zaś Jarosława Kaczyńskiego (z trudem przychodzi mi przypisanie tego zacnego nazwiska do tego osobnika) za wybitnego polityka, stratega, taktyka, męża opatrznościowego, słowem – za Słońce Narodu.

Skąd wiem, że tak myślą? Po prostu czytam na Facebooku komentarze „gorszego sortu”, linki do wolnej (jeszcze) prasy, cytaty z prasy czytanej przez „lepszy sort”, oglądam rysunki satyryczne (coraz mniej śmieszne). Czasem trafi się wredny, pełen jadu i plugawych sformułowań wpis, jak na przykład niejakiej E.H. z Zakopanego, na który z anielskim spokojem, merytorycznie go punktując, odpowiada A.O. z Warszawy.
Nie używa ona inwektyw ani obelg, mnie zaś palce świerzbią, a klawisze laptopa same układają zdania mające niejaką E.H. z Zakopanego wdeptać w podhalańską glebę. Widzę jednak, że taki nieudawany spokój A.O., wynikający z absolutnego przeświadczenia o słuszności i uczciwości własnych wyborów, bardziej wkurza „lepszy sort” niż posługiwanie się takim samym językiem jak oni.

Kiedyś byliśmy narodem, uczącym się być społeczeństwem obywatelskim. Dziś „narodowy” kojarzy się jak najgorzej – z nacjonalizmem, ksenofobią, nietolerancją. Cóż mogę mieć wspólnego z członkami ONR-u, choć mieszkamy w tym samym kraju i mówimy tym samym językiem (teoretycznie)? Co może mnie łączyć z plemieniem pisowskim? Ja nie oglądam żadnej telewizji, nie czytam ich prasy, nie słucham ich radia. Oni oglądają wyłącznie reżimową TVP 1 i TVP 2. Aha, jest jeszcze, chyba najplugawsza, TVP Info. Czytają zaś prasę typu Gazeta Polska, W Sieci, Do Rzeczy itd.

Próbowałam, przysięgam. Chciałam poznać, może zrozumieć. Nastąpiła jednak reakcja alergiczna, odrzut był tak silny, że do dziś czuje obrzydzenie do języka, do postaci opiewanych jako zbawcy Ojczyzny (koniecznie przez „O”), do kłamstw, do nagłaśniania afer poprzedniej ekipy, które w porównaniu do tego, co wyprawia obecnie „lepszy sort”, są niczym niewinna zabawa dzieci w piaskownicy. W brudnawej, co prawda, ale można było ją posprzątać, a nie zaorywać i zabetonować.

Więc, przynajmniej w moim przypadku, nie ma szans na jakiekolwiek porozumienie i zrozumienie ich racji. Zamknęłam się w gronie ludzi o takich samych poglądach i takiej samej niezgody na pisowską Polskę. Ale to nie jest powtórka z wewnętrznej emigracji stanu wojennego. Wtedy podział był jasny i oczywisty – komuna i reszta społeczeństwa. Solidarnego i kierującego się wspólnymi wartościami. Teraz podział nie istnieje, nie zostaliśmy podzieleni, sami wybraliśmy Największe Zło.

Nie, nie wybraliśmy. Wybrali niektórzy z nas. „Generale, historia może ci wybaczy, ale ja ci przyp…” – taki napis jakiś czas cieszył w stanie wojennym oczy warszawiaków w tunelu trasy W-Z. Więc może historia im wszystkim wybaczy, ale nie my, „gorszy sort”.

Fot. KRONOS MEDIA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *