Ewa Matuszewska: Góry były najważniejsze, nawet jeśli tego nie chciala

(…) Do Sakrdu dotarliśmy terenówkami, ale dalej, po bezdrożach lodowca weszłam na 5 tysięcy (potem zeszłam na dół). Przeszłam 400 km, zniszczyłam kilka par kul, pochłonęłam tonę tabletek przeciwbólowych, a i tak płakałam z bólu.

Ale ja naprawdę nie mogłam postąpić inaczej. Nie mogłam! Tylko dlatego, że moja kość udowa nie chciała się zrosnąć, miałam zostawić wyprawę?!

Nie weszłyśmy na szczyt, u jego podnóża pochowałyśmy zmarłą niespodziewanie koleżankę…
Jednak coś sobie i ludziom niesprawnym udowodniłam: największe ograniczenia znajdują się w naszych głowach. Wszystkie pozostałe można pokonać (…)

Zacytowany fragment, ostatnio coraz dla mnie ważniejszy, pochodzi z monodramu o życiu Wandy Rutkiewicz „Wanda”. Jego autorką jest Wiesława Sujkowska, prapremiera odbędzie się w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej 14 października 2017. W roli Wandy – Anita Jancia-Prokopowicz.

Trzy lata wcześniej powstała „Wasza Wysokość”, sztuka inspirowana postacią Wandy. Autorką tekstu była Anna Wakulik, reżyserii podjęła się Katarzyna Kalwat. W postać Wandy Rutkiewicz wcieliła się Jadwiga Jankowska-Cieślak. W ubiegłym roku ten spektakl, w innej obsadzie, pokazała TVP (nie pamiętam, w którym programie).

W planach są co najmniej dwa filmy o Wandzie – fabuła i dokument, ukazała się również biografa „Wanda” autorstwa Anny Kamińskiej, zaś Mariusz Sepioło poświęcił jej bodaj najobszerniejszy rozdział w „Himalaistkach”.

Powoli więc muszę się oswajać z myślą, że bliska mi osoba, z którą przyjaźniłam się od Mount Everstu (1978) do Kanczendzongi (1992), staje się bohaterką masowej wyobraźni. Nie ukrywam, że uczucia z tego powodu mam mieszane. Z jednej strony cieszę się, że przywraca się pamięć o Wandzie i jej dokonaniach, ale też coraz wyraźniej dostrzegam niebezpieczeństwo tabloidyzacji.

Cóż, piękna kobieta, uprawiająca jeden z najbardziej niebezpiecznych sportów, zarezerwowanych przez długie lata wyłącznie dla mężczyzn, odnosząca przy tym spektakularne sukcesy (Mount Everest i K2!), wyrastająca ponad szarzyznę PRL-u, niechętnie dzieląca się swoim życiem prywatnym (w tamtych czasach nie wszystko było na sprzedaż), wcześniej czy później musiała przyciągnąć zainteresowanie nowych mediów. I przyciągnęła.

Nie mnie oceniać efekty wzmożonego zainteresowania Wandą. Nie czuję się strażniczką jej pamięci, nie uważam się za specjalistkę od jej biografii. Mimo czternastu lat przyjaźni nie odważę się powiedzieć: Tak, znałam bardzo dobrze Wandę Rutkiewicz. Nie mam monopolu na pisanie i mówienie o niej. Mogę być tylko wdzięczna losowi za przyjaźń i zaufanie, jakimi mnie obdarzała, za to, że znalazła dla mnie miejsce w swoim życiu.

Gdy po zaginięciu Wandy zaczynałam pisać „Uciec jak najwyżej”, nie miałam wydawcy. Wtedy ważniejsze dla mnie było pisanie niż szukanie wydawnictwa. Ale znów dobry los pokierował moje kroki do ISKIER. I tak od 1999 roku stałam się autorką ISKIER, o czym łaskawie wspomniał w sobotę, 23 września, prezes Wiesław Uchański w rozmowie z Jerzym Kisielewskim w II Programie PR, wspominając swój jubileusz 30-lecia w tym wydawnictwie.

Być może pisząc „Uciec jak najwyżej”, stosowałam wewnętrzną cenzurę, pamiętając uwagi Wandy podczas pracy przy naszej pierwszej i jedynej wspólnej książki – „Na jednej linie”. Gdy tylko nieco zbyt mocno popadałam w pięknoduchostwo górskie i egzaltację, Wanda stopowała mnie jednym, za to rozbudowanym zdaniem: Już widzę Wojtka Wróża, czytającego naszą książkę na werandzie schroniska w Morskim Oku i zaśmiewającego się do łez! Do dziś nie wiem i już się nie dowiem, jakie zdanie miał na temat książki Wojtek, człowiek inteligentny, a przy tym złośliwy (jeśli ktoś na jego złośliwości zasłużył). Zginął na K2, w 1986 roku…

Jak już wspomniałam, nie chcę oceniać nowych publikacji poświęconych Wandzie. Wszystko, co chciałam o niej powiedzieć, jest w moich książkach. Reszta niech pozostanie między nami. Czy to oznacza, że już nigdy nie napiszę o górach i ludziach gór? Nie, ale to będą zupełnie inne książki…

Na zdjęciu: Anita Jancia-Prokopowicz. Fot. Piotr Kałuża