MARIUSZ KOPERSKI: Europa dwóch otwartości

Na gościnność
Gość w dom, Bóg w dom, mówili,
Tak w tym narodzie jest przyjęte.
Gdy przyszli obaj, to stchórzyli,
Na drzwiach wisiało: „Dziś zajęte”.
(Mariusz Koperski)

Ot, taki przypadek – dzień przed zamachem w Manchesterze rozmawiałem z córką o koncercie Ariany Grande w Łodzi, na który koniecznie chciała się wybrać z przyjaciółmi. Dyskusja nie była zbyt burzliwa, dotyczyła przede wszystkim kwestii logistycznych, martwiłem się tym, jak po koncercie córka wróci do domu. Nie przypuszczałem, że już na drugi dzień objawi się całkiem nowy, bardzo tragiczny kontekst tej rozmowy, a jeszcze później pani premier swoją odezwą do Europy wstrząśnie mną do głębi.

„Dokąd zmierzasz, Europo? Powstań z kolan, w przeciwnym razie będziesz codziennie opłakiwać swoje dzieci” – grzmiała Beata Szydło i za sprawą tych słów, chcąc nie chcąc, wyobraziłem sobie moje dziecko jako potencjalną ofiarę strasznego zamachu i poczułem się zagrożony.
I chyba o to chodziło szefowej rządu, bo raczej nie sądzę, żeby wezwanie Europy do przebudzenia, wykrzyczane w polskim parlamencie, miało zrobić wrażenie na kimś poza granicami naszego kraju. Ważne więc było, żebym się bał ja, żebyśmy się bali my wszyscy i popierali rząd w jego działaniach. Bo strach przed innymi, obcymi, to „wspaniałe” narzędzie prowadzenia polityki wewnętrznej, zwłaszcza, kiedy kończą się pomysły na konkretne działania wewnątrz kraju. Nic nowego, sami wiecie.

Przy okazji przypomniałem sobie jednak zapowiedzi naszej prawicy o tym, jak to będziemy wkrótce nawracać zlaicyzowaną i neopogańską Europę na powrót do chrześcijaństwa, jak staniemy się punktem wyjścia do wielkiej odnowy na starym kontynencie. No, to chyba beze mnie, bo wygląda na to, że marny ze mnie chrześcijanin. Postawiłem sobie poprzeczkę bardzo nisko – wystarczy wierzyć w człowieka i starać się w każdym znaleźć cząstkę dobra. Okazało się jednak, że według przywódców naszej chrześcijańskiej prawicy jest wręcz przeciwnie.

W ogromnej masie uchodźców poszukujących bezpiecznego miejsca do życia, w każdym z osobna mamy podejrzewać fundamentalistę i terrorystę. Powinniśmy zastosować odpowiedzialność zbiorową, która jest zaprzeczeniem, jeśli nie wprost hańbą dla poczucia prawa i sprawiedliwości. Jakbyśmy już zapomnieli o naszym oburzeniu, kiedy gdzieś w świecie wszystkich Polaków wrzucano do jednego worka i traktowano, na przykład, jak złodziei samochodów albo antysemitów. Jakbyśmy byli pewni, że nas już nigdy nie spotka los uchodźców, szukających bezpiecznej przystani poza własnym domem.

To oczywiście prawda, że uchodźcy podążają i tak raczej do Niemiec, Francji, czy do państw skandynawskich. I zapewne prawdą jest także to, że wynika to z zamożności tych krajów i wysokiego poziomu opieki społecznej. Ale czy powoli nie dochodzi do tego niechęć do przybyszów, jaką emanujemy na zewnątrz od dłuższego czasu?

Skoro zakładamy, że jedno wystąpienie kanclerz Merkel spowodowało wielką falę uchodźców zmierzających do Niemiec, czy sygnały wysyłane przez nasz rząd także nie zrobiły swojego? A może miały zrobić? W takim razie trzeba pogratulować obecnemu rządowi skuteczności. Niestety, nie ma nic za darmo – powoli musimy się przyzwyczajać do tego, że przestajemy być postrzegani jako kraj ludzi gościnnych. Można z tym żyć? Pewnie, że można, tylko jakoś głupio i wstyd.

Pani premier patrząc w kierunku okrytego żałobą Manchesteru stwierdziła, że jej rząd „nie dopuści do tego, by polskie dzieci nie mogły pójść bezpiecznie do klubu, na plac zabaw i do szkoły”. Może by jednak przy okazji spojrzeć też na Aleppo. Tam dzieci od dawna nie chodzą do klubów, na place zabaw i do szkoły. Bo tam nie ma już klubów, placów zabaw i szkół.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *