Mariusz Koperski: Proroctwa na 14 października

14 października, czyli w Dzień Edukacji Narodowej, wydarzy się to: Powiedzą, że doceniają trudną nauczycielską pracę. Że wiedzą, jakie to ważne, uczyć i wychowywać dzieci i młodzież, które są przyszłością narodu. Może powtórzą nawet ten wspaniały tekst o tworzeniu nowej elity (zaraz, gdzie to było, gdzie to było?). Z pewnością rzucą jakąś anegdotę ze swoich szkolnych czasów albo rodzicielskich doświadczeń, bo to takie ludzkie, a oni są przecież bardzo ludzcy.

Potwierdzą, że zrobią wszystko, żeby podnosił się poziom kształcenia i warunki pracy nauczycieli. I ile jest na to pieniędzy w nowym budżecie.
Wspomną też, że trudny, pierwszy etap reformy edukacji jest za nami. Że to wielki sukces. Że kłamią wszyscy ci, którzy twierdzą, że nauczycieli się zwalnia. Że to sprawka krnąbrnych samorządów. (Nie, chyba nie powiedzą „krnąbrnych”, bo to nieładnie, powiedzą „opornych” lub „niesprzyjających reformie”). Że wręcz przeciwnie, oni zatrudnią tysiące nowych. Dziesięć tysięcy!

Dalej powiedzą o podwyżkach, chociaż zaznaczą, że wprowadzą sprawiedliwy system: niektórzy dostaną mniej, inni więcej, a najwięcej dostaną tylko najlepsi. Może nawet powiedzą, którzy to, według nich, ci najlepsi. I powiedzą jeszcze raz otwartym tekstem, że to ci moralni. I uściślą, kto będzie oceniał, czy są moralni. I kto będzie oceniał tych, którzy będą oceniali, czy są moralni. A może pójdą trochę po rozum do głowy i zamiast o „moralności” powiedzą o „etyce”. Chociaż etyka w szkole? Ups! Źle brzmi, bardzo źle brzmi.

14 października nie wydarzy się to:
Nie powiedzą, ilu naprawdę nauczycieli straciło pracę w efekcie reformy. Nie powiedzą, ilu pozostało na „gołym” etacie, a ilu zmniejszono liczbę godzin. Nie wspomną, w ilu szkołach będą musieli teraz pracować niektórzy nauczyciele, żeby związać koniec z końcem. Nie zająkną się o liczbie nauczycieli, którzy poszli na emeryturę, żeby uniknąć zwolnienia i ilu młodych nauczycieli nie dostanie etatów po nich, bo tych etatów nie ma.

Nie powiedzą, ile nowych budynków po gimnazjach będzie teraz stało pustych, ile kosztowało ich wybudowanie albo remont i kto za to zapłaci.
I wreszcie: nie powiedzą ani słowa o tym, ile pracy kosztowało nauczycieli gimnazjów, żeby te szkoły zaczęły dobrze uczyć i wychowywać. I tu mają akurat rację, bo tego nie da się policzyć.

Nie powiedzą również, że szkoła powinna nie tylko uczyć patriotyzmu, ale także kształcić inne ważne postawy społeczne. Że jest miejscem na budowanie emocjonalnych więzi i ludzkiej solidarności. Solidarności ze wszystkimi, którzy jej potrzebują bez względu na płeć, pochodzenie, narodowość, wyznanie i orientację seksualną. Nie, nie użyją słowa „tolerancja”, bo go nienawidzą.

Nie powiedzą, że wolność polega na nieograniczonym wyrażaniu swoich poglądów, także w szkole i że szkoła powinna uczyć demokracji (może wspomną o sprawiedliwości), poszanowania konstytucji i niezawisłości sądów, bo… nie są przecież głupi.

Fot. Kronos Media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *