Mariusz Koperski: A może iść do pracy, czyli o świętowaniu 3 maja

Na wczoraj i jutro 
Za króla Stasia raz się przebrała miarka.

Kiedyś przebierze się i za wodza Jarka.

(Mariusz Koperski)

Może jednak powinniśmy darować sobie to święto? Iść do pracy jak Pan Bóg przykazał albo przynajmniej odpuścić sobie pompatyczne mowy tego dnia?

Bo chyba świętowanie rocznicy uchwalenia pierwszej konstytucji w państwie, w którym konstytucję się łamie, trudno nazwać inaczej niż hipokryzją? Ja sam zresztą nie wiem, czy bardziej przeraża mnie cynizm rządzących, którzy kpią sobie z nas w żywe oczy, czy obojętność dużej części obywateli naszego państwa wobec tego faktu.

I wcale nie zadawala mnie to, co rząd daje w zamian. Nie podzielam zachwytów wielu nad jego reformami socjalnymi, bo po pierwsze – dobrze jednak pamiętam czasy Gierka, gdzie też nagle zrobiło się ”lepiej”, a potem przez lata jednym z głównych newsów w telewizyjnych wiadomościach był poziom naszego zadłużenia, a po drugie – zbyt oczywista wydaje mi się gra rządzących, polegająca na zapychaniu narodowi brzuchów, żeby trudniej przychodziło myślenie.

Nie rozpływam się także w zachwytach nad skutecznością PIS-u, bo to właśnie głównie na tym polu kpina z prawa odbywa się z pełną jawnością i bezczelnością. Co prawda ostatnio sejm uchwala nowe prawo przed czwartą rano, a prezydent podpisuje ustawy też raczej za dnia, ale faktem jest, że reformy przeprowadzane są nadal niczym czołgi przez barykady.

Wszystko to dzieje się pod hasłami przywracania sprawiedliwości, a pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że dokonuje tego partia mająca w nazwie także słowo „prawo” i to nawet przed „sprawiedliwością”. Najwyraźniej nie ma to jednak jakiegoś głębszego znaczenia, co zresztą podejrzewałem od dawna.

No dobrze, przyznaję przy okazji rzecz oczywistą, choć przykrą, a może nawet tragiczną – cynizm nie jest cechą tylko obecnego rządu i niestety wpisał się na stałe w mechanizmy uprawiania polityki. Jednak i on ma swoje odcienie i warianty, a najgorszy z nich to właśnie ten, kiedy prawo (a także zmiany w nim dokonywane) służą nie dobru społeczeństwa, a bezpośrednio utrzymaniu się przy władzy.

Te wszystkie kombinacje przy ordynacji wyborczej do samorządów, zmiany granic miast (czytaj: okręgów wyborczych), zarzucenie konkursów na stanowiska urzędnicze, pomysły na „repolonizację” mediów, a przede wszystkim obniżenie rangi Trybunału Konstytucyjnego,  służą przecież właśnie temu, a co najmniej przede wszystkim temu.

Wracając zaś do rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja,  należy wyrazić żal, że tzw. polityka historyczna, tak bardzo hołubiona przez polską prawicę, nie opiera się przede wszystkim na,  być może trywialnej, jednak słusznej  zasadzie uczenia się z historii, zwłaszcza własnego narodu. Bo akurat refleksja nad historią rozpadu I Rzeczpospolitej, spowodowanego prywatą i cynizmem właśnie oraz próbą ratowania jej poprzez uchwalenie postępowej konstytucji, byłyby ku temu świetną okazją.

Śmiem nawet twierdzić, że sen polskiej prawicy o silnym państwie, szanowanym na arenie międzynarodowej spełniłby się właśnie wtedy, gdybyśmy stali się potężni jako państwo prawa. I wcale nie mam na myśli jego bezwzględności i surowości, tylko siłę wynikającą z jego poszanowania przez obywateli. A przecież konstytucja, nawet ta obecna, pogardzana przez PIS (bo „postkomunistyczna”) jest tego prawa świętym symbolem. Myślę, że PIS myli się bardzo sądząc, że gdy tylko stworzy nową konstytucję na gruzach starej, ta nowa cieszyć się będzie od razu poważaniem zdezorientowanego społeczeństwa.

Gdy depcze i deprecjonuje się prawo dziś, raczej nie należy oczekiwać jego poszanowania jutro. I nie pomoże tu chyba nawet referendum zapowiadane przez prezydenta. Pogarda dla prawa zawsze prędzej czy później obraca się przeciwko tym, którzy do tej pogardy prowadzą, mało tego, żeby utrzymać potem powagę „swego” prawa, sięgać muszą często po dyktaturę, bo ona wydaje się jedynym gwarantem porządku i dyscypliny w państwie.

Chrońmy więc naszą konstytucję i prawo przed cynikami, którzy traktują je instrumentalnie, a naród uważają za głupców.  To droga, która 226 lat temu doprowadziła do upadku konstytucji, a w końcu także do upadku państwa polskiego.

Fot. ZAKOPANE PO NASZEMU

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *